ON JEST DROGĄ WYJŚCIA

Bo wszyscy, których prowadzi Duch Boży, są dziećmi Boga. (Rz 8:14)

www kwadrat tomekKtóregoś dnia siedziałem w kościele i – szczerze przyznam – trochę się nudziłem. Przyglądałem się obrazom drogi krzyżowej na ścianach i myślałem o tym, jak często Jezus jest właśnie takim obrazkiem na ścianie. Sam przez większość mojego życia trzymałem Go w pudełku z napisem „religia”, które leżało sobie gdzieś z tyłu. Tego dnia przyszła do mnie myśl, że nie chcę już więcej takiego Jezusa, który jest tylko obrazkiem na ścianie i jeśli Bóg istnieje to chcę Go doświadczyć i chcę, żeby naprawdę był obecny w moim życiu.

Jakiś czas później byłem na wystawie. Zawsze interesowała mnie sztuka. Chodziłem wśród wiszących prac i byłem pod wrażeniem. Imponował mi warsztat, wykonanie, przekaz. Im dłużej je oglądałem, tym wyraźniej – gdzieś na dnie mojego serca – zacząłem odczuwać pewien dysonans. Poczułem się strasznie mały wobec tego, co mnie otaczało. Wobec tej sztuki, tych ludzi i tej przestrzeni. Gdzieś z tyłu głowy narastała fala pytań, która zalała moją głowę. Czy jestem w stanie stworzyć coś podobnie wielkiego? Czy to, co jestem w stanie stworzyć, ma jakieś znaczenie dla tego, kim tak naprawdę jestem i jaka jest moja wartość?

Kilka godzin później usiadłem i wylałem wszystkie te myśli na papier. Zacząłem się modlić i nagle zrozumiałem najbardziej kluczową rzecz. To, że Bóg mnie kocha. To, że święty Paweł nie żartował pisząc: „Bo wszyscy, których prowadzi Duch Boży, są dziećmi Boga.” (Rz 8:14). To, że kocha mnie tak, jak ojciec – ze względu na to, kim jestem, a nie ze względu na to, co osiągnąłem, co myślą o mnie inni ludzie, jak bardzo „cool” jestem, czy co jestem w stanie zrobić. Zrozumiałem, że moja wartość wynika wyłącznie z tego, że jestem Jego dzieckiem i nie muszę niczego więcej udowadniać. Mimo, że dzień nie należał do najłatwiejszych, poszedłem spać z poczuciem wolności i radości wynikającej z tego, że do Boga mogę powiedzieć: „Dziękuję Tato”.

Wiele razy, w sytuacjach, gdy w moim sercu pojawiają się istotne pytania, trudne tematy, wyzwania czy negatywne emocje, zanoszę je do Niego. Nie kładę ich na obrazku w kościele, nie wkładam ich do pudełka z napisem „Jezus”. On jest żywą osobą – nie pudełkiem. Skoro zaprosiłem Go do swojego życia, mogę Go poprosić, aby dał mi swoją perspektywę i by stał się drogą wyjścia z danej sytuacji. I On to robi – przychodzi z odpowiedzią. Wlewa cichy spokój, miłość, wiarę, zaufanie i radość bycia w Jego obecności. On jest moją drogą wyjścia.

Tomek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *