W NIM MAM POKÓJ

… proszę, abyście nie upadali na duchu z powodu udręk… (Ef 3:13, Biblia Warszawska)

asiaMoja młodsza córka w 8. miesiącu życia zaczęła poważnie chorować na nerki. Często płakała, nie mogła zrobić siku, prawie w ogóle nie chciała jeść, mało spała. Miała podkrążone oczy i była drażliwa. Serce mi pękało. Przez kilka miesięcy odwiedziłam z nią wszystkich możliwych specjalistów. Robiliśmy badania, jeździliśmy do innego miasta, szukałam poleconych nefrologów i radiologów. Nikt nie potrafił nam jednoznacznie powiedzieć, co jej jest oraz jak ją wyleczyć. Ciągle brakowało jasnej diagnozy. Każdy mówił co innego, niektórzy naciskali na operację, inni mówili, że to ryzyko i nie wiadomo, czy pomoże.

Robiłam jej okłady, masowałam, tuliłam, nosiłam, podawałam leki, gotowałam odpowiednie dania. Całymi dniami kombinowałam, co jeszcze mogę zrobić, jak jej pomóc. Wiele razy kołysałam ją w ramionach, kiedy płakała z bólu i wyłam w duchu, a moje łzy mieszały się z jej. Nieustannie miałam napięte mięśnie. Cierpienie dziecka jest chyba najgorszą rzeczą, jaką można przeżyć. Traci się wtedy zdrowy rozsądek. Jedyną perspektywą staje się tu i teraz. Uwaga skupia się wyłącznie na dziecku i jego bólu, w czuwaniu i gotowości aby utulić. Wizyty w szpitalach dały nam wszystkim w kość. Dodatkowo leczenie bardzo osłabiło nasze finanse i zaczęło nam brakować pieniędzy na życie. A to dodatkowo zwiększało napięcie. Wtedy oddałabym wszystko, żeby wziąć tą chorobę na siebie i uwolnić córkę.

W końcu poczułam, że nie mam już kompletnie żadnego wpływu na tą całą sytuację, że nie mam już sił. Upadłam, poddałam się. I wtedy, w całkowitej bezsilności, zwróciłam się do Pana Boga. Przyszłam do Niego, a On dał mi swoje słowa: „Proszę abyście nie upadali na duchu z powodu udręk” (Ef 3:13), „Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was.” (J 14:18), „Szczęśliwi zasmuceni, gdyż oni doznają pociechy” (Mt 5:4), „Kto w pierwszym rzędzie zabiega o duszę swoją, zgubi ją, a kto zgubi swoją duszę ze względu na Mnie, odnajdzie ją” (Mt 10:39).

Oddałam zdrowie i życie Zosi oraz naszą rodzinę w ręce Pana Boga. Poprosiłam przyjaciół o wspólną modlitwę o zdrowie mojej córeczki, po której to ja doświadczyłam przełomu. Zrozumiałam, że nie mam czego się bać. Zrozumiałam, że ta sytuacja zakończy się dobrze, ponieważ moja ukochana córka albo wyzdrowieje albo umrze i trafi do swego Ojca w niebie, gdzie nie będzie bólu ani łez. W obu przypadkach cierpienie się skończy. Zostałam uwolniona od odpowiedzialności i lęku o jej życie. Trwałam w modlitwie, ale już bez rozpaczy.

Niedługo potem choroba Zosi minęła. Bóg wypełnił swoją obietnicę uzdrowienia.

Zosia wyszła na prostą, jest cudownym, uroczym dzieckiem, śpiewa, tańczy, żartuje. Uwielbia zwierzęta, jest bardzo delikatna i potrafi nawiązać z nimi kontakt. To takie nasze cudowne dziecko. Doświadczyłam tego, że Bóg przyznał się do niej, uzdrowił ją, ma dla niej jakiś plan i prowadzi nas. Teraz w chwilach zwątpienia czy też zwykłych przeziębień, zawsze w pierwszej kolejności zwracam się do Niego. I On zawsze odpowiada. Nie zawsze od razu i nie zawsze tak, jak bym chciała, ale ucząc mnie wytrwałości i wierności Jego Słowu, prowadzi moje życie.

Asia

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *