ON JEST RADOŚCIĄ

Lecz ci, co Tobie zaufali, cieszyć się będą nieprzerwanie. Ich radość swymi odgłosami pobrzmiewać będzie całe wieki! Ty im zapewnisz swą ochronę, a oni, w Twoim imieniu rozkochani, będą się wciąż radować w Tobie. (Ps 5:12)

kłosiaOdkąd pamiętam, moja rodzina chodziła do kościoła, rodzice wierzyli w Boga, a ja starałam się ich naśladować. Jako dziecko byłam raczej pogodna i gdy dorosłam to się nie zmieniło. Cieszyłam się życiem, czasem spędzanym z przyjaciółmi i tym, co zwykle sprawia radość młodym ludziom. Idąc na studia, zaczęłam bardzo angażować się w działania w kościele i to sprawiało mi największą satysfakcję i radość. Bóg pokazywał mi, że okazywanie innym miłości, którą otrzymałam od Niego, może mi dawać spełnienie. W tym się odnajdywałam.

 

Jednak w wieku 20 lat zachorowałam na dosyć poważną chorobę, którą współczesna medycyna uznaje za nieuleczalną. Człowiek chory na RZS budzi się codziennie z zesztywniałymi stawami, które bolą, puchną i uniemożliwiają spokojny sen. Z miesiąca na miesiąc czułam się coraz gorzej, często miałam problem z tym, by normalnie funkcjonować, ale nie chciałam martwić innych, czy wzbudzać litości. Dlatego w miarę możliwości żyłam tak jak dotychczas, a swoim problem dzieliłam się tylko z najbliższymi.

Tym, co często dziwiło osoby znające mój problem, a także mnie samą, było to, że nawet w ciężkie dni potrafiłam cieszyć się i uśmiechać. „Ta radość nie pochodzi ze mnie” – myślałam. Jestem w 100% przekonana, że wypływała od Boga. Pozwalał mi nie tylko przetrwać i nie poddać się, ale też być radosną. Ufałam Panu a On zsyłał radość, na którą sama z siebie często nie miałabym siły. Wiedziałam, że podczas choroby, muszę trwać przy Nim, bo tylko On będzie mógł mnie podtrzymywać przy życiu pełnym radości.

Każdego dnia czułam i nadal czuję Bożą ochronę i wsparcie. Często, podczas cięższych dni, „przypadkiem” natrafiałam na fragmenty z Biblii, które idealnie pasowały do danej sytuacji. Innym razem Bóg dawał mi nadzieję i pocieszenie przez słowa wypowiadane przez innych ludzi. Myślę, że właśnie w momentach naszej ludzkiej słabości najwyraźniej odczuwamy działanie Boga. Paweł wspomniał o tym w II liście do Koryntian 12:9: „Wystarczy ci moja łaska, słabość doskonali moc.” Gdy oddajemy Bogu panowanie nad naszą przyszłością, to On nie pozostaje głuchy na nasze potrzeby. Moje życie jest świadectwem, że to prawda.

Nadal odczuwam symptomy choroby, jednak mimo tego, co mówili lekarze, zaczyna ona ustępować. A mi nie pozostaje nic innego jak cieszyć się i opowiadać innym o Bożych cudach w moim życiu. On jest prawdziwym, żywym Bogiem, który nas ratuje i wlewa radość w serca, gdy tego najbardziej potrzebujemy.

Paulina

W NIM MAM MIŁOŚĆ

(…) a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany. (Rz 5:5)

kwadrat olaasia

Dobrze pamiętam jak przed nawróceniem argumentowałam, że mnie Bóg nie daje szansy. Uważałam się wtedy za osobę homoseksualną i mówiłam, że nigdy nie będę żyć z mężczyzną. Jak każdy człowiek, nie chciałam być na zawsze sama, dlatego – znając Boże standardy – nie umiałam połączyć bycia z Bogiem i bycia spełnioną w relacji z drugą osobą.

Perspektywa narodzenia się na nowo wydawała mi się odległa i abstrakcyjna. Tak też tłumaczyłam osobom, które były wtedy przy mnie i modliły się o to, bym poznała, jaki naprawdę jest Bóg. Gdy Jego miłość przebiła się w końcu przez mury moich uprzedzeń i wyobrażeń, nie mogłam już dłużej się zastanawiać – wiedziałam, że chcę z Nim być. Zdałam sobie sprawę, że On istnieje, że jest potężny, że jest dobry i tak wspaniały, że lepszy jeden dzień przy Nim, niż gdziekolwiek tysiąc.

Stawiając swoje pierwsze kroki po Jego drodze, uzmysłowiłam sobie, że wcześniej bałam się samotności, a teraz po raz pierwszy wiem, co to znaczy nie czuć się samotną. Wcześniej bałam się utracić miłość, a teraz pierwszy raz rzeczywiście czułam, że jestem kochana. On kocha wiecznie, bezgranicznie i bezwarunkowo. I rozlał tę miłość w moim sercu.

Ola

ON JEST ŻYCIEM

Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby nawet umarł – żyć będzie. A każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to? (J 11:25-26)

www kwadrat ninaPoraniona po rozstaniu z wielką miłością, postanowiłam zakończyć swoje życie… Poszłam do pracy. Wkrótce nie widziałam poza nią świata. Rok później miałam 20 lat, zero marzeń i jedyne, chore pragnienie, by zrobić karierę. Kończyłam studia a jednocześnie pięłam się po szczeblach – podobnie jak sporo starszy on. Wywiązał się romans. Po dwóch latach powiedziałam: „tak” a nawet zgodziłam się na kościelny ślub, choć nie wierzyłam w Boga. Oświadczyłam też mojemu przyszłemu mężowi, że na pewno nie chcę żadnych dzieci.

Gdy już mieliśmy obrączki,
na pierwszym miejscu była praca a w perspektywie koniec tygodnia i imprezowanie. Późne kolacje, zasypianie przed telewizorem i pustka a wkrótce brak czasu nawet na płytkie, knajpiane relacje. Mijając się w pośpiechu przetrwaliśmy 7 lat. Marazm przerwał wypadek samochodowy, po którym leżąc jak warzywo obok męża, usłyszałam: „Pewnie komuś zależało, żebyśmy przeżyli”. „Komu? Czyżby mówił o Bogu?” – tyle refleksji. Wróciłam do szaleńczej pracy.

„Będziemy mieć dziecko” – oświadczyłam pewnego poranka. Ale nie chciałam go, bo przecież kariera… Poroniłam z przepracowania. Rok później moją koleżankę wywieźli z firmy na sygnale. Wystarczyło – złożyłam wypowiedzenie i ze zdziwieniem zauważyłam, że życie nie składa się wyłącznie z pracy. Trafiliśmy na koncert i tam poznaliśmy ludzi, którzy mówili o Jezusie. Zaczęli nas odwiedzać, a ja byłam pod wrażeniem ich Boga. Wkrótce stał się i moim. I wszystko zaczęło się zmieniać

„Kładę przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo” (Wj 30:19, Biblia Tysiąclecia) Wybrałam. Postawiłam na Niego i On momentalnie zmienił moje myślenie na temat posiadania dzieci. Jeszcze zanim podjęłam decyzję o wyznaniu mojej wiary w chrzcie, postaraliśmy się o pierwsze. Życie wdarło się do naszego małżeństwa usuwając śmierć. Dziś mamy troje dzieci. A właściwie czworo. W pewnym momencie Bóg pokazał mi, że nasze pierwsze dziecko – to które zapłaciło śmiercią za moje pragnienie robienia kariery – żyje i jest z Nim. Kiedyś się spotkamy.

Nina

ON JEST WIERNY


Dotychczas nie spotkała was próba przekraczająca siły ludzkie. Bóg jest wierny. On nie dopuści, aby was doświadczano ponad wasze siły. W czasie próby wskaże wam wyjście, abyście mogli ją znieść. (1Kor 10:13)

www kwadrat fifiNie da się opisać słowami radości, gdy w małżeństwie pojawia się nowe życie. Życie, które na początku jest tylko marzeniem dwojga ludzi, a potem pojawia się jako mała kropka na zdjęciu USG. Kilkutygodniowe stworzenie, które niewiele różni się od pestki jakiegoś owocu, a ma już serce, które bije swoim własnym rytmem. I wtedy pojawiają się pytania. Chłopiec, czy dziewczynka? Jakie będzie? Do kogo podobne? Jak bardzo zmieni się nasze dotychczasowe życie? Czy urodzi się zdrowe?

W trzecim miesiącu ciąży przeprowadza się obligatoryjnie badania. Wynik prawidłowy wyklucza jakiekolwiek upośledzenia i choroby genetyczne. Wynik negatywny oznacza skierowanie na badania genetyczne. Tego dnia wchodząc do lekarza, byliśmy pewni jednego – modliliśmy się o to dziecko, pościliśmy i otrzymaliśmy od Boga obietnicę, że urodzi się zdrowe. Wychodząc z gabinetu, ciągle echem odbijały się te same obietnice. Echem, bo najgłośniej brzmiał głos samego lekarza: „Nie wszystko jest dobrze, nie ma wykształconej kości nosowej, trzeba robić badania genetyczne – możliwe, że również kolejne. Jest podejrzenie, że państwa dziecko będzie upośledzone”.

Dwa tygodnie czekania na wyniki, to dwa tygodnie modlitw, postu, rozmów z bliskimi. Gdy wracamy pamięcią do tych dni, przypominamy sobie zaangażowanie całego kościoła, rodziny i przyjaciół w wołanie do Boga o to małe, nowe stworzenie. Jednak badania genetyczne tylko potwierdziły wcześniejszą diagnozę. Obietnice, które Bóg tak licznie potwierdzał, przeciwnik próbował zagłuszyć jedną złą informacją, powtarzaną w naszych głowach na setki różnych sposobów. Ale my postanowiliśmy żyć obietnicami, a nie kłamstwami.

Kolejne tygodnie to duchowa walka pomiędzy poddaniem się wątpliwościom, a codziennym trwaniem przy Bogu i w Jego Słowie. Naszym „hymnem” stał się fragment Psalmu 139: „Ty sprawiłeś, że myślę i czuję, utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję. Dopracowałeś mnie w każdym szczególe. Cudowne są Twoje dzieła – i duszę moją znasz dokładnie. Żadna moja kość nie uszła Twej uwadze, choć powstawałem w ukryciu, tkany w głębinach ziemi. Twoje oczy oglądały mnie w łonie, na swym zwoju spisałeś me dni, zaplanowałeś je, zanim którykolwiek zaistniał”.

Gdy po dwóch tygodniach postanowiliśmy powtórzyć badania, wynik był dla nas największą radością i potwierdzeniem Bożej wierności i niezmienności. Kość, której nie było, jest! Dziecko, na tym etapie ciąży ma bardzo sztywno określone ramy rozwoju. Usłyszeliśmy, że pewnie trzeba będzie powtórzyć któreś z badań, bo z medycznego punktu widzenia to niemożliwe, aby dziecko w ciągu 2 tygodni rozwinęło się tyle co nasze – o 4 tygodnie! Gdzieś musiała nastąpić pomyłka.

Ale my wiemy: to nie pomyłka – to cud. Boży cud, który dziś ma na imię Natan.

Filip

ON JEST DROGĄ

Albowiem Ja wiem, jakie myśli mam o was – mówi Pan – myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją. Gdy będziecie Mnie wzywać i zanosić do Mnie modły, wysłucham was. A gdy Mnie będziecie szukać, znajdziecie Mnie. Gdy Mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam – mówi Pan – i odmienię wasz los… (Jer 29:11-14)

www kwadrat sławekBył 2011 rok. Mieliśmy kilkuletni staż małżeński, dwuletnią córkę i misję współtworzenia nowego kościoła. Nie byliśmy świadomi, że już niedługo coś może zachwiać naszym spokojem. Rok wcześniej przeprowadziliśmy się wraz ze znajomymi do Krakowa w celu otwarcia kościoła. To było w naszych sercach. Czuliśmy, że Bóg tego chce. Chce byśmy poszli jeszcze dalej. To wywoływało w nas coraz większą ekscytację.

Przeprowadzka wiązała się z koniecznością podjęcia wielu decyzji. Jedną z nich było otwarcie swojej firmy, po to, by zapewnić sobie utrzymanie, niezależność i swobodę. Wszystko wyglądało na takie proste i bezproblemowe. Tego się trzymałem. Kilka dni po zgłoszeniu swojej działalności wpadło pierwsze zlecenie. Radość była wielka, tym bardziej, że w tak dużym mieście potrzeba czasu, by wbić się na rynek. Byliśmy zadowoleni.

Realizowałem zlecenie a jednocześnie poświęcałem wraz z żoną dużo czasu kościołowi. Jednak po krótkim czasie, zleceniodawca okazał się nie do końca uczciwy. Nie wywiązywał się z płatności. To spowodowało, że zacząłem brać kolejne zlecenia wraz z zaliczkami, aby zapewnić sobie płynność finansową. O niczym nie wspominałem żonie, bo przecież chciałem ją chronić przed zmartwieniem. Dziś widzę, jakie to było głupie. Tymczasem popadłem w duże problemy finansowe. To spowodowało, że w niedługim czasie byliśmy zmuszeni zawiesić swoją służbę w kościele i wyjechać z miasta. Pozbyliśmy się praktycznie wszystkiego. O mało co nie rozpadło się nasze małżeństwo! Dla Moniki zderzenie z rzeczywistością było nagłe i bolesne. Jestem Jej wdzięczny za ogrom miłości i cierpliwości, mimo wielu ciężkich i pełnych łez dni!

Długo zajęło mi dojście do miejsca, w którym zrozumiałem, co spowodowało naszą sytuację. Bóg był przez ten cały czas tak blisko. Choć myślałem, że Jest daleko i już dawno nas przekreślił. Tymczasem On chronił nas, mimo, że tak wiele razy wygarniałem Mu, jaki to On nie jest. To właśnie On w momencie, gdy po raz kolejny powtarzałem ten sam błąd, zaczął obnażać we mnie wszystkie słabe punkty. W bardzo namacalny sposób pokazywał mi jakim jestem hipokrytą i pysznym człowiekiem. Pokazywał, jak łatwo było mi tolerować tzw. „małe kłamstewka”. Obnażył brak fundamentalnych wzorców w dziedzinie finansów. Robił to w niesamowitej miłości i wrażliwości.

Doszedłem do miejsca krzyża, gdzie Bóg totalnie mnie złamał. Zabrał wszystko co stare. Dał na nowo nadzieję, możliwości i mądrość. A przede wszystkim uwolnił od kłamstwa, pychy i hipokryzji. Uwolnił od kombinowania i pisania swoich scenariuszy.

Dziś, po kilku latach jesteśmy w nowym miejscu. Dzięki niesamowitemu Bogu jesteśmy szczęśliwym małżeństwem i rodzicami. Budujemy na nowo nasze życie, naszą historię, opartą na zaufaniu do Najwyższego, a nie do swoich możliwości. Opartą, na pojednaniu się z tymi, którym wyrządziłem jakąkolwiek krzywdę. Opartą na przyjmowaniu od Boga tego, co najlepsze!

„Panie, zbadałeś mnie i znasz. Sam wiesz, kiedy siedzę i kiedy wstaję, rozumiesz moją myśl z daleka.(…) Ogarniasz mnie z tyłu i z przodu, i kładziesz na mnie swoją dłoń. (…) Ty sprawiłeś, że myślę i czuję, utkałeś mnie w łonie mej matki. (…) Na swym zwoju spisałeś me dni, zaplanowałeś je, zanim którykolwiek zaistniał. (…) Badaj mnie, Boże, i poznaj me serce, doświadcz – i poznaj rozterki. Zobacz, czy nie ma we mnie czegoś, co Cię rani, i prowadź drogą wypróbowaną od wieków.” (Ps 139:1-2, 5, 13, 16, 23-24)

Sławek