ON JEST OCHRONĄ

Pan zabezpieczeniem mojego życia, więc przed kim mam drżeć? (Ps 27:1)

20151220_124022W moim długoletnim życiu z Bogiem często musiałam – i przyznam, wciąż muszę – zmagać się z uczuciem strachu. Z dużą siłą to uczucie pojawiło się w moim młodym – już chrześcijańskim – życiu, gdy dowiedziałam się o diagnozie, którą wystawiono mojemu mężowi. Skierowano go wtedy na poważną operację neurochirurgiczną. Miałam dwadzieścia trzy lata i byłam w trzecim miesiącu ciąży. Bałam się z jednej strony o życie męża, a z drugiej o to, że na skutek silnego stresu stracę upragnione dziecko. Kiedy już urodziłam szczęśliwie dwóch synów, pojawiały się różne sytuacje wypełnione strachem, a związane z ich dzieciństwem: urazami, chorobami i naturalnymi obawami o to, czy podołamy wyzwaniom rodzicielskim, czy będziemy umieli wychować ich na ludzi – tak jak my – kochających Boga i poświęcających Mu swoje życie, czy zdołamy ich wykształcić i zapewnić im dobry start w dorosłe życie. Tych obaw nie jestem w stanie nawet spisać. Najmocniej jednak strach dotknął nas, gdy oboje z mężem w ciągu kilku miesięcy straciliśmy pracę, która dawała nam – jak sądziliśmy – finansową stabilizację. Mieliśmy już na utrzymaniu dom i dwójkę dzieci.

Strach potrafi sparaliżować. Mam jednak głęboką świadomość, że nie jest on Bożym narzędziem. Jest narzędziem w rękach przeciwnika, który za pomocą kłamstw i podsuwanych wątpliwości podważa nasze poczucie bezpieczeństwa i tożsamości w Bogu. Bóg natomiast jest źródłem pokoju, a Jego obietnice niosą nadzieję. Jego myśli na temat mojego życia przewyższają mój strach. Jednak tylko ode mnie zależy, czy będę ulegać strachowi i frustracji, czy raczej przyjmę Bożą prawdę, że On jest ochroną mojego życia i nie muszę się już nikogo i niczego bać.

Przekonałam się, że to, czego się boję, najczęściej się nie wydarza: mąż dzięki modlitwom został uzdrowiony i niepotrzebna była ingerencja chirurgiczna. Bóg w swej suwerenności i dzięki naszemu zaufaniu Mu chronił nasze dzieci, gdy ulegały urazom – na skutek uderzenia metalowej huśtawki czy oparzenia. Dzisiaj są dorosłymi mężczyznami i ufają Bogu, a On pod każdym względem im błogosławi. Bóg rozwiązał też obawy o byt materialny, gdy straciliśmy pracę, pokazując, że to On jest źródłem zaopatrzenia, a nie pozornie stabilna praca na etacie. On pomógł nam znaleźć nowe zatrudnienie i rozwinąć własną firmę.

Dzisiaj wiem, że martwienie się o przyszłość jest bezcelowe, skoro mam Boga, który się o mnie troszczy, chroni mnie i zaopatruje w każdej dziedzinie życia. Jezus powiedział, że wszystkie nasze włosy na głowie są policzone (Mt 10:30). Trzeba dużej wyobraźni, aby sobie to uświadomić. Tylko Bóg, który jest w osobistym kontakcie ze mną, jest w stanie skrupulatnie zliczyć moje włosy. Nikt z ludzi by się nawet tego nie podjął. Żadna bliska mi osoba nie jest w stanie tak bardzo zbliżyć się do mnie, jak On. A ponieważ jest blisko mnie, mogę wsłuchiwać się w Jego szept i obietnice zapisane w Jego Słowie. Dostęp do mocy tych obietnic pozwala mi dzień po dniu przełamywać strach, bo On „jest zabezpieczeniem mojego życia, więc przed kim mam drżeć?”

Grażyna

ON JEST LEKARZEM

Powierz Panu swoją drogę, zaufaj Mu a On podejmie działanie. (Ps 37:5)nataszka

Zaraz po tym, jak wyszłam za jednego z najfajniejszych facetów na świecie, pomyśleliśmy o dziecku. Byliśmy młodzi, zakochani i do pełni szczęścia brakowało tylko małej pachnącej główki. Długo nie musieliśmy czekać. Zaszłam w ciążę od razu, jak tylko podjęliśmy starania. Jednak po kilku tygodniach ją straciliśmy. Nasze pierwsze dziecko… Lekarz stwierdził, że nie to nie wróży nam nic dobrego i raczej o dzieciach możemy zapomnieć.

Nasze serca pękły. Mieliśmy siebie, ale wciąż czegoś nam brakowało. Czułam się też gorsza, bo przecież co to za kobieta, która nie może urodzić dziecka. To ja byłam winna. Jednak wiedzieliśmy gdzieś w głębi serca, że jest Ktoś, kogo zdanie jest ponad tym, co mówią lekarze. Bóg przypomniał nam też prawdę zapisaną w Jego Słowie, w Psalmie 34:19: „Pan jest bliski tym, których serce jest złamane (..)” Przemówił do nas poprzez obietnicę z Psalmu 37:5: „Powierz Panu swoją drogę, zaufaj Mu a On podejmie działanie”. Dwa miesiące później poczułam się źle i poszłam do lekarza. Wcześniej zrobiłam test ciążowy, który dał pozytywny wynik. Pani doktor spojrzała na mnie i powiedziała, że to na pewno nie ciąża. Chciała dać tabletki, by organizm doszedł do siebie po przejściach. Nie zgodziłam się. Wiedziałam, że rozwija się we mnie nowe życie. To była taka pewność, której nie umiałam wytłumaczyć na ludzki sposób. Po kilku miesiącach urodziłam zdrowego, cudownego chłopca.

Kiedy nasz syn skończył dwa lata pomyśleliśmy o tym, że dobrze byłoby, gdyby miał rodzeństwo. Zaczęliśmy starania i znów długo nie musieliśmy czekać. Wtedy przyśniła mi się dziewczynka. Czułam, że będziemy mieli córkę. Znacie to? To, że na sto procent coś będzie tak, jak czujecie? Po kilku tygodniach wydarzyło się coś, co już dobrze znaliśmy – straciliśmy kolejne dziecko. Byłam zła i rozczarowana. Dlaczego to nas spotkało?! Wtedy mój mąż powiedział mi, że Bóg nas nie zostawi, że już raz pokazał przecież swoją wyższość nad lekarzami. „Zaufaj Mu a On podejmie działanie”. Ja nie umiałam w to wierzyć. Gdy w mojej głowie pojawiała się myśl: „Będziesz miała córkę”, karciłam się za to, że wmawiam sobie coś, co nie ma prawa się wydarzyć. Jednak ta myśl nie dawała mi spokoju: „Będziesz miała córkę”. Przyjęłam to. Zaufałam. Nie wiedząc do końca, czy to od Boga, czy może sama to sobie wymyśliłam. Po kilku tygodniach okazało się, że jestem w ciąży. Już się nie bałam. Wiedziałam, że to Jego dar dla nas. Dar życia. Bóg znów okazał swoją wielką łaskę. Dwa tygodnie temu urodziłam zdrową, śliczną, malutką dziewczynkę. To On decyduje. On jest lekarzem.

Natasza

W NIM MAM POKÓJ

… proszę, abyście nie upadali na duchu z powodu udręk… (Ef 3:13, Biblia Warszawska)

asiaMoja młodsza córka w 8. miesiącu życia zaczęła poważnie chorować na nerki. Często płakała, nie mogła zrobić siku, prawie w ogóle nie chciała jeść, mało spała. Miała podkrążone oczy i była drażliwa. Serce mi pękało. Przez kilka miesięcy odwiedziłam z nią wszystkich możliwych specjalistów. Robiliśmy badania, jeździliśmy do innego miasta, szukałam poleconych nefrologów i radiologów. Nikt nie potrafił nam jednoznacznie powiedzieć, co jej jest oraz jak ją wyleczyć. Ciągle brakowało jasnej diagnozy. Każdy mówił co innego, niektórzy naciskali na operację, inni mówili, że to ryzyko i nie wiadomo, czy pomoże.

Robiłam jej okłady, masowałam, tuliłam, nosiłam, podawałam leki, gotowałam odpowiednie dania. Całymi dniami kombinowałam, co jeszcze mogę zrobić, jak jej pomóc. Wiele razy kołysałam ją w ramionach, kiedy płakała z bólu i wyłam w duchu, a moje łzy mieszały się z jej. Nieustannie miałam napięte mięśnie. Cierpienie dziecka jest chyba najgorszą rzeczą, jaką można przeżyć. Traci się wtedy zdrowy rozsądek. Jedyną perspektywą staje się tu i teraz. Uwaga skupia się wyłącznie na dziecku i jego bólu, w czuwaniu i gotowości aby utulić. Wizyty w szpitalach dały nam wszystkim w kość. Dodatkowo leczenie bardzo osłabiło nasze finanse i zaczęło nam brakować pieniędzy na życie. A to dodatkowo zwiększało napięcie. Wtedy oddałabym wszystko, żeby wziąć tą chorobę na siebie i uwolnić córkę.

W końcu poczułam, że nie mam już kompletnie żadnego wpływu na tą całą sytuację, że nie mam już sił. Upadłam, poddałam się. I wtedy, w całkowitej bezsilności, zwróciłam się do Pana Boga. Przyszłam do Niego, a On dał mi swoje słowa: „Proszę abyście nie upadali na duchu z powodu udręk” (Ef 3:13), „Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was.” (J 14:18), „Szczęśliwi zasmuceni, gdyż oni doznają pociechy” (Mt 5:4), „Kto w pierwszym rzędzie zabiega o duszę swoją, zgubi ją, a kto zgubi swoją duszę ze względu na Mnie, odnajdzie ją” (Mt 10:39).

Oddałam zdrowie i życie Zosi oraz naszą rodzinę w ręce Pana Boga. Poprosiłam przyjaciół o wspólną modlitwę o zdrowie mojej córeczki, po której to ja doświadczyłam przełomu. Zrozumiałam, że nie mam czego się bać. Zrozumiałam, że ta sytuacja zakończy się dobrze, ponieważ moja ukochana córka albo wyzdrowieje albo umrze i trafi do swego Ojca w niebie, gdzie nie będzie bólu ani łez. W obu przypadkach cierpienie się skończy. Zostałam uwolniona od odpowiedzialności i lęku o jej życie. Trwałam w modlitwie, ale już bez rozpaczy.

Niedługo potem choroba Zosi minęła. Bóg wypełnił swoją obietnicę uzdrowienia.

Zosia wyszła na prostą, jest cudownym, uroczym dzieckiem, śpiewa, tańczy, żartuje. Uwielbia zwierzęta, jest bardzo delikatna i potrafi nawiązać z nimi kontakt. To takie nasze cudowne dziecko. Doświadczyłam tego, że Bóg przyznał się do niej, uzdrowił ją, ma dla niej jakiś plan i prowadzi nas. Teraz w chwilach zwątpienia czy też zwykłych przeziębień, zawsze w pierwszej kolejności zwracam się do Niego. I On zawsze odpowiada. Nie zawsze od razu i nie zawsze tak, jak bym chciała, ale ucząc mnie wytrwałości i wierności Jego Słowu, prowadzi moje życie.

Asia

ON JEST DROGĄ

Albowiem Ja wiem, jakie myśli mam o was – mówi Pan – myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją. Gdy będziecie Mnie wzywać i zanosić do Mnie modły, wysłucham was. A gdy Mnie będziecie szukać, znajdziecie Mnie. Gdy Mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam – mówi Pan – i odmienię wasz los… (Jer 29:11-14)

www kwadrat sławekBył 2011 rok. Mieliśmy kilkuletni staż małżeński, dwuletnią córkę i misję współtworzenia nowego kościoła. Nie byliśmy świadomi, że już niedługo coś może zachwiać naszym spokojem. Rok wcześniej przeprowadziliśmy się wraz ze znajomymi do Krakowa w celu otwarcia kościoła. To było w naszych sercach. Czuliśmy, że Bóg tego chce. Chce byśmy poszli jeszcze dalej. To wywoływało w nas coraz większą ekscytację.

Przeprowadzka wiązała się z koniecznością podjęcia wielu decyzji. Jedną z nich było otwarcie swojej firmy, po to, by zapewnić sobie utrzymanie, niezależność i swobodę. Wszystko wyglądało na takie proste i bezproblemowe. Tego się trzymałem. Kilka dni po zgłoszeniu swojej działalności wpadło pierwsze zlecenie. Radość była wielka, tym bardziej, że w tak dużym mieście potrzeba czasu, by wbić się na rynek. Byliśmy zadowoleni.

Realizowałem zlecenie a jednocześnie poświęcałem wraz z żoną dużo czasu kościołowi. Jednak po krótkim czasie, zleceniodawca okazał się nie do końca uczciwy. Nie wywiązywał się z płatności. To spowodowało, że zacząłem brać kolejne zlecenia wraz z zaliczkami, aby zapewnić sobie płynność finansową. O niczym nie wspominałem żonie, bo przecież chciałem ją chronić przed zmartwieniem. Dziś widzę, jakie to było głupie. Tymczasem popadłem w duże problemy finansowe. To spowodowało, że w niedługim czasie byliśmy zmuszeni zawiesić swoją służbę w kościele i wyjechać z miasta. Pozbyliśmy się praktycznie wszystkiego. O mało co nie rozpadło się nasze małżeństwo! Dla Moniki zderzenie z rzeczywistością było nagłe i bolesne. Jestem Jej wdzięczny za ogrom miłości i cierpliwości, mimo wielu ciężkich i pełnych łez dni!

Długo zajęło mi dojście do miejsca, w którym zrozumiałem, co spowodowało naszą sytuację. Bóg był przez ten cały czas tak blisko. Choć myślałem, że Jest daleko i już dawno nas przekreślił. Tymczasem On chronił nas, mimo, że tak wiele razy wygarniałem Mu, jaki to On nie jest. To właśnie On w momencie, gdy po raz kolejny powtarzałem ten sam błąd, zaczął obnażać we mnie wszystkie słabe punkty. W bardzo namacalny sposób pokazywał mi jakim jestem hipokrytą i pysznym człowiekiem. Pokazywał, jak łatwo było mi tolerować tzw. „małe kłamstewka”. Obnażył brak fundamentalnych wzorców w dziedzinie finansów. Robił to w niesamowitej miłości i wrażliwości.

Doszedłem do miejsca krzyża, gdzie Bóg totalnie mnie złamał. Zabrał wszystko co stare. Dał na nowo nadzieję, możliwości i mądrość. A przede wszystkim uwolnił od kłamstwa, pychy i hipokryzji. Uwolnił od kombinowania i pisania swoich scenariuszy.

Dziś, po kilku latach jesteśmy w nowym miejscu. Dzięki niesamowitemu Bogu jesteśmy szczęśliwym małżeństwem i rodzicami. Budujemy na nowo nasze życie, naszą historię, opartą na zaufaniu do Najwyższego, a nie do swoich możliwości. Opartą, na pojednaniu się z tymi, którym wyrządziłem jakąkolwiek krzywdę. Opartą na przyjmowaniu od Boga tego, co najlepsze!

„Panie, zbadałeś mnie i znasz. Sam wiesz, kiedy siedzę i kiedy wstaję, rozumiesz moją myśl z daleka.(…) Ogarniasz mnie z tyłu i z przodu, i kładziesz na mnie swoją dłoń. (…) Ty sprawiłeś, że myślę i czuję, utkałeś mnie w łonie mej matki. (…) Na swym zwoju spisałeś me dni, zaplanowałeś je, zanim którykolwiek zaistniał. (…) Badaj mnie, Boże, i poznaj me serce, doświadcz – i poznaj rozterki. Zobacz, czy nie ma we mnie czegoś, co Cię rani, i prowadź drogą wypróbowaną od wieków.” (Ps 139:1-2, 5, 13, 16, 23-24)

Sławek

ON JEST MOJĄ WARTOŚCIĄ

Ponieważ jeśli ktoś znalazł się w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co stare, przeminęło – i nastało nowe. (2 Kor 5:17)

kwadrat magdaBezwartościowa, niekochana, nieakceptowana – tak się czułam, zanim poznałam Boga. Moje życie przepełniało poczucie bezsensu i braku nadziei. Pomimo tego, że jestem wierząca już jakiś czas, te myśli wciąż pojawiały się w mojej codzienności. Bolały mnie i chciałam, żeby w końcu ustąpiły. Jednak zaakceptowałam ich obecność, myśląc: „No cóż, Jezu, jaką mnie stworzyłeś – taką mnie masz”.

W pewnym momencie, w największym dole, największej beznadziei, gdy nawet trudno mi było wstać z łóżka, przeczytałam w Biblii: „A gdy naczynie, które robił ręcznie z gliny, nie udało się – wtedy zaczął z niej robić inne naczynie, jak garncarzowi wydawało się, że powinno być zrobione” (Jer 18:4, Biblia Warszawska). Nagle zrozumiałam, że od chwili, gdy oddałam moje życie Bogu, uwierzyłam w znaczenie śmierci Jezusa na krzyżu. On – jak ten garncarz – chce zbudować moje życie na nowo, jeśli Mu tylko pozwolę. To, jak o sobie myślałam, jak siebie oceniałam, przestało mnie określać i definiować dokładnie w momencie podjęcia decyzji pójścia za Jezusem. Od tamtej chwili to On mnie określa.

Moją definicją jest dzisiaj Jezus! W Jego oczach jestem idealnym stworzeniem, co nie oznacza, że bez wad i problemów. Mogę jednak powiedzieć, że dziś jestem nowa, w pełni wartościowa, kochana i akceptowana. Jest tak, ponieważ On zapłacił za mnie pełną cenę. Nie targował się, ale oddał swoje życie.

Magda

ON JEST RADOŚCIĄ

Lecz ci, co Tobie zaufali, cieszyć się będą nieprzerwanie. Ich radość swymi odgłosami pobrzmiewać będzie całe wieki! Ty im zapewnisz swą ochronę, a oni, w Twoim imieniu rozkochani, będą się wciąż radować w Tobie. (Ps 5:12)

kłosiaOdkąd pamiętam, moja rodzina chodziła do kościoła, rodzice wierzyli w Boga, a ja starałam się ich naśladować. Jako dziecko byłam raczej pogodna i gdy dorosłam to się nie zmieniło. Cieszyłam się życiem, czasem spędzanym z przyjaciółmi i tym, co zwykle sprawia radość młodym ludziom. Idąc na studia, zaczęłam bardzo angażować się w działania w kościele i to sprawiało mi największą satysfakcję i radość. Bóg pokazywał mi, że okazywanie innym miłości, którą otrzymałam od Niego, może mi dawać spełnienie. W tym się odnajdywałam.

 

Jednak w wieku 20 lat zachorowałam na dosyć poważną chorobę, którą współczesna medycyna uznaje za nieuleczalną. Człowiek chory na RZS budzi się codziennie z zesztywniałymi stawami, które bolą, puchną i uniemożliwiają spokojny sen. Z miesiąca na miesiąc czułam się coraz gorzej, często miałam problem z tym, by normalnie funkcjonować, ale nie chciałam martwić innych, czy wzbudzać litości. Dlatego w miarę możliwości żyłam tak jak dotychczas, a swoim problem dzieliłam się tylko z najbliższymi.

Tym, co często dziwiło osoby znające mój problem, a także mnie samą, było to, że nawet w ciężkie dni potrafiłam cieszyć się i uśmiechać. „Ta radość nie pochodzi ze mnie” – myślałam. Jestem w 100% przekonana, że wypływała od Boga. Pozwalał mi nie tylko przetrwać i nie poddać się, ale też być radosną. Ufałam Panu a On zsyłał radość, na którą sama z siebie często nie miałabym siły. Wiedziałam, że podczas choroby, muszę trwać przy Nim, bo tylko On będzie mógł mnie podtrzymywać przy życiu pełnym radości.

Każdego dnia czułam i nadal czuję Bożą ochronę i wsparcie. Często, podczas cięższych dni, „przypadkiem” natrafiałam na fragmenty z Biblii, które idealnie pasowały do danej sytuacji. Innym razem Bóg dawał mi nadzieję i pocieszenie przez słowa wypowiadane przez innych ludzi. Myślę, że właśnie w momentach naszej ludzkiej słabości najwyraźniej odczuwamy działanie Boga. Paweł wspomniał o tym w II liście do Koryntian 12:9: „Wystarczy ci moja łaska, słabość doskonali moc.” Gdy oddajemy Bogu panowanie nad naszą przyszłością, to On nie pozostaje głuchy na nasze potrzeby. Moje życie jest świadectwem, że to prawda.

Nadal odczuwam symptomy choroby, jednak mimo tego, co mówili lekarze, zaczyna ona ustępować. A mi nie pozostaje nic innego jak cieszyć się i opowiadać innym o Bożych cudach w moim życiu. On jest prawdziwym, żywym Bogiem, który nas ratuje i wlewa radość w serca, gdy tego najbardziej potrzebujemy.

Paulina

W NIM MAM MIŁOŚĆ

(…) a nadzieja nie zawodzi, bo miłość Boża rozlana jest w naszych sercach przez Ducha Świętego, który został nam dany. (Rz 5:5)

kwadrat olaasia

Dobrze pamiętam jak przed nawróceniem argumentowałam, że mnie Bóg nie daje szansy. Uważałam się wtedy za osobę homoseksualną i mówiłam, że nigdy nie będę żyć z mężczyzną. Jak każdy człowiek, nie chciałam być na zawsze sama, dlatego – znając Boże standardy – nie umiałam połączyć bycia z Bogiem i bycia spełnioną w relacji z drugą osobą.

Perspektywa narodzenia się na nowo wydawała mi się odległa i abstrakcyjna. Tak też tłumaczyłam osobom, które były wtedy przy mnie i modliły się o to, bym poznała, jaki naprawdę jest Bóg. Gdy Jego miłość przebiła się w końcu przez mury moich uprzedzeń i wyobrażeń, nie mogłam już dłużej się zastanawiać – wiedziałam, że chcę z Nim być. Zdałam sobie sprawę, że On istnieje, że jest potężny, że jest dobry i tak wspaniały, że lepszy jeden dzień przy Nim, niż gdziekolwiek tysiąc.

Stawiając swoje pierwsze kroki po Jego drodze, uzmysłowiłam sobie, że wcześniej bałam się samotności, a teraz po raz pierwszy wiem, co to znaczy nie czuć się samotną. Wcześniej bałam się utracić miłość, a teraz pierwszy raz rzeczywiście czułam, że jestem kochana. On kocha wiecznie, bezgranicznie i bezwarunkowo. I rozlał tę miłość w moim sercu.

Ola

ON DAJE DRUGĄ SZANSĘ

Gdy był jeszcze daleko, ojciec zobaczył go i zdjęty litością wybiegł naprzeciw, rzucił mu się na szyję i ucałował go. Ojcze – rozpoczął syn – zgrzeszyłem względem Boga oraz względem ciebie. Nie jestem już godny nazywać się twoim synem. Ojciec zaś zwrócił się do sług: Przynieście czym prędzej najlepszą szatę i ubierzcie go; włóżcie pierścień na jego rękę i sandały na nogi, wybierzcie też dorodne, przyrządźcie na ucztę, zasiądźmy do stołu i uczcijmy to, że ten oto mój syn był martwy, a jednak ożył, był zgubiony, lecz odnalazł się. I zaczęto się bawić. (Łk 15:20-24)

ania

Gdy kilkanaście lat temu szłam na zajęcia na UW, zaczepiła mnie dziewczyna. Spytała, czy nie chciałabym przyjść na chrześcijańskie spotkanie. Nie potrafię powiedzieć dlaczego, ale zgodziłam się. Byłam wtedy emocjonalnym wrakiem i potrzebowałam pomocy. Po dwugodzinnej rozmowie z tą dziewczyną zobaczyłam, że ona ma w sobie coś, czego nie znam, a czego bardzo pragnę: wolność i pokój. To nie było z tego świata. Zaczęłyśmy studiować Biblię i się modlić. Dwa tygodnie po tym zdarzeniu byłam gotowa oddać swoje życie Chrystusowi. Zostałam ochrzczona i tak zaczęła się największa przygoda mojego życia.

I tu moja historia mogłaby się szczęśliwie zakończyć. Niestety tak nie było. Ponad trzy lata żyłam pięknie. Postawienie Boga na pierwszym miejscu, dało mi więcej szczęścia, niż gdy starałam się mieć wszystko pod kontrolą. Byłam Mu posłuszna i żyłam zgodnie z Jego słowem. Z czasem jednak zaczęłam mieć pretensje do Niego. Nie rozumiałam dlaczego nie odpowiada na moje modlitwy. Czułam, że tak wiele dla Niego robię, a w zamian nie otrzymuje nic. W końcu mojej goryczy zebrało się tak wiele, że pękłam jak ogromny balon. Zmęczona i rozczarowana, odeszłam od Boga na długie osiem lat. Chciano mi pomóc. Jednak ja tak długo ukrywałam to, że nie jestem szczęśliwa, że nie byłam w stanie kogokolwiek słuchać…

Po pewnym czasie moje życie zawodowe nabrało tempa, robiłam karierę, jeździłam po świecie z koncertami. Poznałam faceta, wyszłam za mąż, ślub nasz transmitowały media, urodziłam dwie córeczki. Tylko od czasu do czasu patrzyłam w niebo i zastanawiałam się gdzie teraz jestem ja, a gdzie Bóg? Czy mnie widzi? Słyszy? Zostawiając świadomie Boga, czułam ogromną pustkę. Odwracając się od Niego wiedziałam, że się zatracam, a jednak chciałam być daleko od „Jego niespełnionych nadziei, które we mnie pokładał”. Jednocześnie często modliłam się do Niego.

Po 6 latach moje małżeństwo się rozpadło. Straciłam pracę i dom. Zawstydzona nie miałam nawet odwagi spojrzeć w górę, ale On wciąż miał wolę, by wyciągnąć do mnie ręce. Po ośmiu latach sam Bóg upomniał się o mnie. Dziś znowu jestem z Nim. Wiem, że Bóg jest Bogiem drugiej, trzeciej i dziesiątej szansy. On nigdy mnie nie opuści. Nie obiecał, że będzie łatwo ale, że będzie warto.

Ania