ON JEST SPOKOJEM

Wzywaj mnie w dniu niedoli, wybawię cię, a ty oddasz Mi cześć! (Ps 50:15) 

kwadrat olaa1Gdy podjęłam decyzję o opuszczeniu ukochanego kiedyś mężczyzny, myślałam, że zwariuję.

Partner był starszy, bardzo opiekuńczy – dopiero po długim czasie zaczęłam zauważać jego wady. Kompromisy nie wchodziły w grę. Choć wcześniej myślałam, że to przyszły ojciec moich dzieci, wiedziałam, że już więcej nie mogę tolerować jego zachowania. Wyprowadziłam się, a jednocześnie czekałam na jakiś gest z jego strony. Byłam gotowa od razu do niego wrócić. Jednak nic nie zrobił. To była bardzo przykra prawda, z którą musiałam się zmierzyć.

Przez cały ten trudny czas była przy mnie osoba, która okazywała mi niesamowite wsparcie.

Opowiadała mi o Jezusie, o tym, jak zmienia jej życie. Byłam pod wrażeniem, a nawet jej zazdrościłam. Jednak nie wiedziałam, jak mogłabym zbliżyć się do Boga. Czułam, że nawet jeśli będę się do Niego modlić, to nic nie da. Jak niby mogłoby się cokolwiek wydarzyć?

Po kilku przepłakanych miesiącach, powoli zbierałam się w garść. Starałam się wypełniać sobie dni, radziłam sobie na uczelni i wszystko zaczęło się jakoś układać.

Nagle pewnego wieczoru znowu wpadłam w szloch i rozpacz po stracie kogoś, z kim przecież w myślach ułożyłam sobie już całe życie. Poczułam, że nie dam już dłużej rady. To był kres mojej wytrzymałości. Myślałam, że zaraz rozpadnę się na kawałki. W tej bezsilności pomodliłam się do Pana Boga, żeby uwolnił moje myśli od tego człowieka, zabrał mi płacz i pozwolił zasnąć. Nic więcej nie mogłam zrobić. I wtedy stało się coś dziwnego…

Dobrze wiedziałam, co powinno być dalej. Zazwyczaj płakałam przez godzinę, a przez kolejną próbowałam się wyciszyć. Lecz teraz uspokoiłam się w jednej chwili. Z reguły moje oczy puchły tak mocno, że musiałam potem robić kompresy z herbaty. Tym razem momentalnie łzy przestały płynąć. Byłam pewna, że będę potrzebowała jeszcze dużo czasu, żeby usnąć, tymczasem niespodziewanie odczułam spokój i od razu zasnęłam. Czułam się jakbym obserwowała to, co dzieje się z moim ciałem. Potem miałam sen. Bohaterami byliśmy ja i były partner. Właśnie się rozstawaliśmy, ale byliśmy uśmiechnięci, kulturalni i żartowaliśmy. Tego pożegnania w prawdziwym życiu nigdy nie było! Gdy sen się skończył, otworzyłam oczy, byłam zupełnie świadoma i pewna, że to było od Boga.

Jak to się stało? Dlaczego usnęłam jak dziecko mimo tak nerwowej sytuacji? Dlaczego moje ciało zachowało się kompletnie inaczej niż zwykle? I do tego ten sen. Dostałam znak od Boga. Tylko dla mnie. Nie było w co wątpić. Bóg pokazał, że jest przy mnie i że mnie słucha. Dostałam od Niego realną odpowiedź na moją prośbę. Dziś staram się pielęgnować to wspomnienie. Jest ono dla mnie zachętą, by rozmawiać z Bogiem i wyczekiwać Jego odpowiedzi.

Ola

ON JEST MIŁOŚCIĄ

Ja wam natomiast mówię: Kochajcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują. (Mt 5:44)

www kwadrat ula
Siedząc w małej indyjskiej restauracji, do której wybrałam się z okazji walentynek z moim tatą, jego żoną i drugą córką, poczułam bardzo wyraźnie, jak Bóg mówi do mnie właśnie przez ten werset. Siedzieliśmy w bardzo niezręcznej ciszy, bo żona taty obraziła się z powodu tego, że również zostałam zaproszona.

Za każdym razem, gdy spotykam się z moim tatą, czuję ten sam brak akceptacji i atakuje mnie poczucie winy z powodu tego, że w ogóle jestem. Nieważne jak bardzo będę się starać, nigdy nie będę częścią jego rodziny.

Jednak, gdy siedzę z nimi – z tym poczuciem, że może byłoby lepiej, gdyby mnie nie było – czuję, jak w moim sercu rozlewa się miłość do tych, którzy mnie nie kochają. I słyszę, jak Bóg zaczyna mówić do mnie o tym, jak ich widzi i jakie ma dla nich plany. Dostrzegam jak On używa mnie przez różne sytuacje, w których mogę w praktyczny sposób służyć im i okazywać im Bożą miłość. Kiedy przestaję myśleć o sobie i skupiam się na moim Ojcu, wtedy On pozwala mi patrzeć z Jego perspektywy i wszystko się zmienia. Bo nie chodzi o nas – o mnie – tylko o Niego.

Ula

ON JEST WIERNY


Dotychczas nie spotkała was próba przekraczająca siły ludzkie. Bóg jest wierny. On nie dopuści, aby was doświadczano ponad wasze siły. W czasie próby wskaże wam wyjście, abyście mogli ją znieść. (1Kor 10:13)

www kwadrat fifiNie da się opisać słowami radości, gdy w małżeństwie pojawia się nowe życie. Życie, które na początku jest tylko marzeniem dwojga ludzi, a potem pojawia się jako mała kropka na zdjęciu USG. Kilkutygodniowe stworzenie, które niewiele różni się od pestki jakiegoś owocu, a ma już serce, które bije swoim własnym rytmem. I wtedy pojawiają się pytania. Chłopiec, czy dziewczynka? Jakie będzie? Do kogo podobne? Jak bardzo zmieni się nasze dotychczasowe życie? Czy urodzi się zdrowe?

W trzecim miesiącu ciąży przeprowadza się obligatoryjnie badania. Wynik prawidłowy wyklucza jakiekolwiek upośledzenia i choroby genetyczne. Wynik negatywny oznacza skierowanie na badania genetyczne. Tego dnia wchodząc do lekarza, byliśmy pewni jednego – modliliśmy się o to dziecko, pościliśmy i otrzymaliśmy od Boga obietnicę, że urodzi się zdrowe. Wychodząc z gabinetu, ciągle echem odbijały się te same obietnice. Echem, bo najgłośniej brzmiał głos samego lekarza: „Nie wszystko jest dobrze, nie ma wykształconej kości nosowej, trzeba robić badania genetyczne – możliwe, że również kolejne. Jest podejrzenie, że państwa dziecko będzie upośledzone”.

Dwa tygodnie czekania na wyniki, to dwa tygodnie modlitw, postu, rozmów z bliskimi. Gdy wracamy pamięcią do tych dni, przypominamy sobie zaangażowanie całego kościoła, rodziny i przyjaciół w wołanie do Boga o to małe, nowe stworzenie. Jednak badania genetyczne tylko potwierdziły wcześniejszą diagnozę. Obietnice, które Bóg tak licznie potwierdzał, przeciwnik próbował zagłuszyć jedną złą informacją, powtarzaną w naszych głowach na setki różnych sposobów. Ale my postanowiliśmy żyć obietnicami, a nie kłamstwami.

Kolejne tygodnie to duchowa walka pomiędzy poddaniem się wątpliwościom, a codziennym trwaniem przy Bogu i w Jego Słowie. Naszym „hymnem” stał się fragment Psalmu 139: „Ty sprawiłeś, że myślę i czuję, utkałeś mnie w łonie mej matki. Dziękuję. Dopracowałeś mnie w każdym szczególe. Cudowne są Twoje dzieła – i duszę moją znasz dokładnie. Żadna moja kość nie uszła Twej uwadze, choć powstawałem w ukryciu, tkany w głębinach ziemi. Twoje oczy oglądały mnie w łonie, na swym zwoju spisałeś me dni, zaplanowałeś je, zanim którykolwiek zaistniał”.

Gdy po dwóch tygodniach postanowiliśmy powtórzyć badania, wynik był dla nas największą radością i potwierdzeniem Bożej wierności i niezmienności. Kość, której nie było, jest! Dziecko, na tym etapie ciąży ma bardzo sztywno określone ramy rozwoju. Usłyszeliśmy, że pewnie trzeba będzie powtórzyć któreś z badań, bo z medycznego punktu widzenia to niemożliwe, aby dziecko w ciągu 2 tygodni rozwinęło się tyle co nasze – o 4 tygodnie! Gdzieś musiała nastąpić pomyłka.

Ale my wiemy: to nie pomyłka – to cud. Boży cud, który dziś ma na imię Natan.

Filip

ON DAJE WOLNOŚĆ

Dotychczas nie spotkała was próba przekraczająca siły ludzkie. Bóg jest wierny. On nie dopuści, aby was doświadczano ponad wasze siły. W czasie próby wskaże wam wyjście, abyście mogli ją znieść. (1Kor 10:13)www kwadrat radek

Przyszło mi żyć w czasach, w których praktycznie nie istnieje żadne tabu. Seks „bez zobowiązań”, pornografia, przemoc, zabójstwa, narkotyki, alkohol są czymś na porządku dziennym. Internet – medium, które bezpośrednio wpłynęło na zanik tabu – aż kipi od przekazów promujących nagość, używki czy brutalność.

Mogę śmiało powiedzieć, że stałem się tego ofiarą, poddając się praktycznie bez walki. Co dzień przyjmowałem kolejne ciosy, które zadawała mi pornografia. Często były to bolesne nokauty, o czym przekonywałem się tuż po wyłączeniu komputera. Przychodziło wtedy zwątpienie, nienawiść do samego siebie, uczucie nieczystości i gniew na to, że po raz kolejny dałem się wciągnąć w coś, co sprowadza mnie coraz niżej.

Chciałbym napisać, że wszystko się zmieniło po tym, jak przeżyłem swoje nawrócenie, w wyniku, którego się ochrzciłem wybierając podążanie za Chrystusem. Niestety nie od razu. Z rozwojem technologii dostęp do treści pornograficznych stawał się coraz łatwiejszy. Smartfony sprawiły, że upajanie się grzechem stało się przenośne i dostępne w zasadzie w każdej chwili. Zdarzało się często, że idąc do kościoła czy na spotkanie ze znajomymi musiałem kasować historię wyszukiwania, aby mój grzech nie został zdemaskowany.

Taki stan rzeczy utrzymywał się bardzo długo. A im dłużej to trwało, tym ja byłem niżej. Moja relacja z Bogiem przestała praktycznie istnieć, a relacje z ludźmi z kościoła sprowadzały się do ciągłego udawania, że duchowo u mnie jest dobrze. Wielokrotnie siadałem i modliłem się, prosząc Boga o to żeby zabrał „to” ode mnie. Tych modlitw było zatrzęsienie. Ale co z tego? Usta prosiły, a serce nie było otwarte i gotowe na zmiany. Z czasem wołanie do Boga o pomoc zamilkło, podobnie jak czytanie Jego Słowa. Nie robiłem tego, a pytany o to nie ukrywałem już, że faktycznie z tymi dwiema rzeczami „mam trochę w plecy”. Ten stan utrzymywał sie naprawdę długo.

Gdy pławiłem się w swoim grzechu, sam Bóg upomniał się o mnie we śnie. Śniłem, że czytam Biblię, a dokładniej modlitwę Pańską. Było to dziwne. Przeważnie nie pamiętam swoich snów, a ten wrył mi się z detalami. Miałem przeświadczenie, że Bóg chce mi coś w ten sposób przekazać, dlatego też postanowiłem, że pod koniec następnego dnia usiądę, pomodlę się i poczytam Słowo.

Usiadłem wieczorem bez przekonania, że cokolwiek się wydarzy z tego, co sobie założyłem. Przez jakąś chwilę milczałem, siedząc z zamkniętymi oczami. W końcu zacząłem wypowiadać słowa, układając je w modlitwę. Prosiłem Boga, aby pokazał mi, co mam robić ze swoim życiem. Prosiłem, by zabrał ode mnie to, co mi tak ciąży. Prosiłem, by pokazał mi, co mam czytać, bo po tak długim poście od Biblii nie wiedziałem od czego zacząć.

Czułem, że to, co mam czytać, znajduje się w Księdze Izajasza oraz w Psalmach. Nie bardzo dałem wiarę swoim odczuciom, ale gdy otworzyłem Biblię na chybił-trafił, przed moimi oczami znalazł się fragment właśnie z Księgi Izajasza: „Jeżeli zechcecie być posłuszni, z dóbr ziemi będziecie spożywać, lecz jeżeli będziecie się wzbraniać i trwać w uporze, miecz was pożre, bo usta Pana tak powiedziały!” (Iz 1:19-20, Biblia Warszawska). Ten jeden werset dał mi nieźle popalić i o mało bym zapomniał otworzyć Psalmy, a tu słowo okazało się odpowiedzią na moją kolejna modlitwę: „Chwyć tarczę oraz puklerz – i powstań mi na pomoc! Dobądź włóczni i zagrodź drogę mym prześladowcom, powiedz mojej duszy: Ja jestem twoim Zbawcą!” (Ps 35:2-3).

Dla ciebie mogą to być puste słowa. Jednak dla mnie to najprawdziwszy głos Boga, który doszedł do mnie w odpowiednim czasie. Te słowa wciąż noszę z tyłu głowy. Co to dla mnie znaczy? Tyle, że kiedy przychodzi kolejne pokuszenie, To słowo wychodzi na wierzch i przykrywa to, co po raz kolejny chce mnie sprowadzić w dół. Dzięki temu mogę doświadczyć kolejnego zwycięstwa na drodze do wieczności. A to daje mi pewność, że jest ze mną Ktoś, kto daje mi wyjście nawet z najtrudniejszych sytuacji. W miejscu, w którym się dziś znajduję, mogę śmiało powiedzieć: „Nie boję się, bo On daje mi wolność!”

Radek