ON JEST MOJĄ WARTOŚCIĄ

Ponieważ jeśli ktoś znalazł się w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co stare, przeminęło – i nastało nowe. (2 Kor 5:17)

kwadrat magdaBezwartościowa, niekochana, nieakceptowana – tak się czułam, zanim poznałam Boga. Moje życie przepełniało poczucie bezsensu i braku nadziei. Pomimo tego, że jestem wierząca już jakiś czas, te myśli wciąż pojawiały się w mojej codzienności. Bolały mnie i chciałam, żeby w końcu ustąpiły. Jednak zaakceptowałam ich obecność, myśląc: „No cóż, Jezu, jaką mnie stworzyłeś – taką mnie masz”.

W pewnym momencie, w największym dole, największej beznadziei, gdy nawet trudno mi było wstać z łóżka, przeczytałam w Biblii: „A gdy naczynie, które robił ręcznie z gliny, nie udało się – wtedy zaczął z niej robić inne naczynie, jak garncarzowi wydawało się, że powinno być zrobione” (Jer 18:4, Biblia Warszawska). Nagle zrozumiałam, że od chwili, gdy oddałam moje życie Bogu, uwierzyłam w znaczenie śmierci Jezusa na krzyżu. On – jak ten garncarz – chce zbudować moje życie na nowo, jeśli Mu tylko pozwolę. To, jak o sobie myślałam, jak siebie oceniałam, przestało mnie określać i definiować dokładnie w momencie podjęcia decyzji pójścia za Jezusem. Od tamtej chwili to On mnie określa.

Moją definicją jest dzisiaj Jezus! W Jego oczach jestem idealnym stworzeniem, co nie oznacza, że bez wad i problemów. Mogę jednak powiedzieć, że dziś jestem nowa, w pełni wartościowa, kochana i akceptowana. Jest tak, ponieważ On zapłacił za mnie pełną cenę. Nie targował się, ale oddał swoje życie.

Magda

ON JEST SPOKOJEM

Wzywaj mnie w dniu niedoli, wybawię cię, a ty oddasz Mi cześć! (Ps 50:15) 

kwadrat olaa1Gdy podjęłam decyzję o opuszczeniu ukochanego kiedyś mężczyzny, myślałam, że zwariuję.

Partner był starszy, bardzo opiekuńczy – dopiero po długim czasie zaczęłam zauważać jego wady. Kompromisy nie wchodziły w grę. Choć wcześniej myślałam, że to przyszły ojciec moich dzieci, wiedziałam, że już więcej nie mogę tolerować jego zachowania. Wyprowadziłam się, a jednocześnie czekałam na jakiś gest z jego strony. Byłam gotowa od razu do niego wrócić. Jednak nic nie zrobił. To była bardzo przykra prawda, z którą musiałam się zmierzyć.

Przez cały ten trudny czas była przy mnie osoba, która okazywała mi niesamowite wsparcie.

Opowiadała mi o Jezusie, o tym, jak zmienia jej życie. Byłam pod wrażeniem, a nawet jej zazdrościłam. Jednak nie wiedziałam, jak mogłabym zbliżyć się do Boga. Czułam, że nawet jeśli będę się do Niego modlić, to nic nie da. Jak niby mogłoby się cokolwiek wydarzyć?

Po kilku przepłakanych miesiącach, powoli zbierałam się w garść. Starałam się wypełniać sobie dni, radziłam sobie na uczelni i wszystko zaczęło się jakoś układać.

Nagle pewnego wieczoru znowu wpadłam w szloch i rozpacz po stracie kogoś, z kim przecież w myślach ułożyłam sobie już całe życie. Poczułam, że nie dam już dłużej rady. To był kres mojej wytrzymałości. Myślałam, że zaraz rozpadnę się na kawałki. W tej bezsilności pomodliłam się do Pana Boga, żeby uwolnił moje myśli od tego człowieka, zabrał mi płacz i pozwolił zasnąć. Nic więcej nie mogłam zrobić. I wtedy stało się coś dziwnego…

Dobrze wiedziałam, co powinno być dalej. Zazwyczaj płakałam przez godzinę, a przez kolejną próbowałam się wyciszyć. Lecz teraz uspokoiłam się w jednej chwili. Z reguły moje oczy puchły tak mocno, że musiałam potem robić kompresy z herbaty. Tym razem momentalnie łzy przestały płynąć. Byłam pewna, że będę potrzebowała jeszcze dużo czasu, żeby usnąć, tymczasem niespodziewanie odczułam spokój i od razu zasnęłam. Czułam się jakbym obserwowała to, co dzieje się z moim ciałem. Potem miałam sen. Bohaterami byliśmy ja i były partner. Właśnie się rozstawaliśmy, ale byliśmy uśmiechnięci, kulturalni i żartowaliśmy. Tego pożegnania w prawdziwym życiu nigdy nie było! Gdy sen się skończył, otworzyłam oczy, byłam zupełnie świadoma i pewna, że to było od Boga.

Jak to się stało? Dlaczego usnęłam jak dziecko mimo tak nerwowej sytuacji? Dlaczego moje ciało zachowało się kompletnie inaczej niż zwykle? I do tego ten sen. Dostałam znak od Boga. Tylko dla mnie. Nie było w co wątpić. Bóg pokazał, że jest przy mnie i że mnie słucha. Dostałam od Niego realną odpowiedź na moją prośbę. Dziś staram się pielęgnować to wspomnienie. Jest ono dla mnie zachętą, by rozmawiać z Bogiem i wyczekiwać Jego odpowiedzi.

Ola