ON JEST LEKARZEM

Powierz Panu swoją drogę, zaufaj Mu a On podejmie działanie. (Ps 37:5)nataszka

Zaraz po tym, jak wyszłam za jednego z najfajniejszych facetów na świecie, pomyśleliśmy o dziecku. Byliśmy młodzi, zakochani i do pełni szczęścia brakowało tylko małej pachnącej główki. Długo nie musieliśmy czekać. Zaszłam w ciążę od razu, jak tylko podjęliśmy starania. Jednak po kilku tygodniach ją straciliśmy. Nasze pierwsze dziecko… Lekarz stwierdził, że nie to nie wróży nam nic dobrego i raczej o dzieciach możemy zapomnieć.

Nasze serca pękły. Mieliśmy siebie, ale wciąż czegoś nam brakowało. Czułam się też gorsza, bo przecież co to za kobieta, która nie może urodzić dziecka. To ja byłam winna. Jednak wiedzieliśmy gdzieś w głębi serca, że jest Ktoś, kogo zdanie jest ponad tym, co mówią lekarze. Bóg przypomniał nam też prawdę zapisaną w Jego Słowie, w Psalmie 34:19: „Pan jest bliski tym, których serce jest złamane (..)” Przemówił do nas poprzez obietnicę z Psalmu 37:5: „Powierz Panu swoją drogę, zaufaj Mu a On podejmie działanie”. Dwa miesiące później poczułam się źle i poszłam do lekarza. Wcześniej zrobiłam test ciążowy, który dał pozytywny wynik. Pani doktor spojrzała na mnie i powiedziała, że to na pewno nie ciąża. Chciała dać tabletki, by organizm doszedł do siebie po przejściach. Nie zgodziłam się. Wiedziałam, że rozwija się we mnie nowe życie. To była taka pewność, której nie umiałam wytłumaczyć na ludzki sposób. Po kilku miesiącach urodziłam zdrowego, cudownego chłopca.

Kiedy nasz syn skończył dwa lata pomyśleliśmy o tym, że dobrze byłoby, gdyby miał rodzeństwo. Zaczęliśmy starania i znów długo nie musieliśmy czekać. Wtedy przyśniła mi się dziewczynka. Czułam, że będziemy mieli córkę. Znacie to? To, że na sto procent coś będzie tak, jak czujecie? Po kilku tygodniach wydarzyło się coś, co już dobrze znaliśmy – straciliśmy kolejne dziecko. Byłam zła i rozczarowana. Dlaczego to nas spotkało?! Wtedy mój mąż powiedział mi, że Bóg nas nie zostawi, że już raz pokazał przecież swoją wyższość nad lekarzami. „Zaufaj Mu a On podejmie działanie”. Ja nie umiałam w to wierzyć. Gdy w mojej głowie pojawiała się myśl: „Będziesz miała córkę”, karciłam się za to, że wmawiam sobie coś, co nie ma prawa się wydarzyć. Jednak ta myśl nie dawała mi spokoju: „Będziesz miała córkę”. Przyjęłam to. Zaufałam. Nie wiedząc do końca, czy to od Boga, czy może sama to sobie wymyśliłam. Po kilku tygodniach okazało się, że jestem w ciąży. Już się nie bałam. Wiedziałam, że to Jego dar dla nas. Dar życia. Bóg znów okazał swoją wielką łaskę. Dwa tygodnie temu urodziłam zdrową, śliczną, malutką dziewczynkę. To On decyduje. On jest lekarzem.

Natasza

W NIM MAM POKÓJ

… proszę, abyście nie upadali na duchu z powodu udręk… (Ef 3:13, Biblia Warszawska)

asiaMoja młodsza córka w 8. miesiącu życia zaczęła poważnie chorować na nerki. Często płakała, nie mogła zrobić siku, prawie w ogóle nie chciała jeść, mało spała. Miała podkrążone oczy i była drażliwa. Serce mi pękało. Przez kilka miesięcy odwiedziłam z nią wszystkich możliwych specjalistów. Robiliśmy badania, jeździliśmy do innego miasta, szukałam poleconych nefrologów i radiologów. Nikt nie potrafił nam jednoznacznie powiedzieć, co jej jest oraz jak ją wyleczyć. Ciągle brakowało jasnej diagnozy. Każdy mówił co innego, niektórzy naciskali na operację, inni mówili, że to ryzyko i nie wiadomo, czy pomoże.

Robiłam jej okłady, masowałam, tuliłam, nosiłam, podawałam leki, gotowałam odpowiednie dania. Całymi dniami kombinowałam, co jeszcze mogę zrobić, jak jej pomóc. Wiele razy kołysałam ją w ramionach, kiedy płakała z bólu i wyłam w duchu, a moje łzy mieszały się z jej. Nieustannie miałam napięte mięśnie. Cierpienie dziecka jest chyba najgorszą rzeczą, jaką można przeżyć. Traci się wtedy zdrowy rozsądek. Jedyną perspektywą staje się tu i teraz. Uwaga skupia się wyłącznie na dziecku i jego bólu, w czuwaniu i gotowości aby utulić. Wizyty w szpitalach dały nam wszystkim w kość. Dodatkowo leczenie bardzo osłabiło nasze finanse i zaczęło nam brakować pieniędzy na życie. A to dodatkowo zwiększało napięcie. Wtedy oddałabym wszystko, żeby wziąć tą chorobę na siebie i uwolnić córkę.

W końcu poczułam, że nie mam już kompletnie żadnego wpływu na tą całą sytuację, że nie mam już sił. Upadłam, poddałam się. I wtedy, w całkowitej bezsilności, zwróciłam się do Pana Boga. Przyszłam do Niego, a On dał mi swoje słowa: „Proszę abyście nie upadali na duchu z powodu udręk” (Ef 3:13), „Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was.” (J 14:18), „Szczęśliwi zasmuceni, gdyż oni doznają pociechy” (Mt 5:4), „Kto w pierwszym rzędzie zabiega o duszę swoją, zgubi ją, a kto zgubi swoją duszę ze względu na Mnie, odnajdzie ją” (Mt 10:39).

Oddałam zdrowie i życie Zosi oraz naszą rodzinę w ręce Pana Boga. Poprosiłam przyjaciół o wspólną modlitwę o zdrowie mojej córeczki, po której to ja doświadczyłam przełomu. Zrozumiałam, że nie mam czego się bać. Zrozumiałam, że ta sytuacja zakończy się dobrze, ponieważ moja ukochana córka albo wyzdrowieje albo umrze i trafi do swego Ojca w niebie, gdzie nie będzie bólu ani łez. W obu przypadkach cierpienie się skończy. Zostałam uwolniona od odpowiedzialności i lęku o jej życie. Trwałam w modlitwie, ale już bez rozpaczy.

Niedługo potem choroba Zosi minęła. Bóg wypełnił swoją obietnicę uzdrowienia.

Zosia wyszła na prostą, jest cudownym, uroczym dzieckiem, śpiewa, tańczy, żartuje. Uwielbia zwierzęta, jest bardzo delikatna i potrafi nawiązać z nimi kontakt. To takie nasze cudowne dziecko. Doświadczyłam tego, że Bóg przyznał się do niej, uzdrowił ją, ma dla niej jakiś plan i prowadzi nas. Teraz w chwilach zwątpienia czy też zwykłych przeziębień, zawsze w pierwszej kolejności zwracam się do Niego. I On zawsze odpowiada. Nie zawsze od razu i nie zawsze tak, jak bym chciała, ale ucząc mnie wytrwałości i wierności Jego Słowu, prowadzi moje życie.

Asia

ON JEST DROGĄ

Albowiem Ja wiem, jakie myśli mam o was – mówi Pan – myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją. Gdy będziecie Mnie wzywać i zanosić do Mnie modły, wysłucham was. A gdy Mnie będziecie szukać, znajdziecie Mnie. Gdy Mnie będziecie szukać całym swoim sercem, objawię się wam – mówi Pan – i odmienię wasz los… (Jer 29:11-14)

www kwadrat sławekBył 2011 rok. Mieliśmy kilkuletni staż małżeński, dwuletnią córkę i misję współtworzenia nowego kościoła. Nie byliśmy świadomi, że już niedługo coś może zachwiać naszym spokojem. Rok wcześniej przeprowadziliśmy się wraz ze znajomymi do Krakowa w celu otwarcia kościoła. To było w naszych sercach. Czuliśmy, że Bóg tego chce. Chce byśmy poszli jeszcze dalej. To wywoływało w nas coraz większą ekscytację.

Przeprowadzka wiązała się z koniecznością podjęcia wielu decyzji. Jedną z nich było otwarcie swojej firmy, po to, by zapewnić sobie utrzymanie, niezależność i swobodę. Wszystko wyglądało na takie proste i bezproblemowe. Tego się trzymałem. Kilka dni po zgłoszeniu swojej działalności wpadło pierwsze zlecenie. Radość była wielka, tym bardziej, że w tak dużym mieście potrzeba czasu, by wbić się na rynek. Byliśmy zadowoleni.

Realizowałem zlecenie a jednocześnie poświęcałem wraz z żoną dużo czasu kościołowi. Jednak po krótkim czasie, zleceniodawca okazał się nie do końca uczciwy. Nie wywiązywał się z płatności. To spowodowało, że zacząłem brać kolejne zlecenia wraz z zaliczkami, aby zapewnić sobie płynność finansową. O niczym nie wspominałem żonie, bo przecież chciałem ją chronić przed zmartwieniem. Dziś widzę, jakie to było głupie. Tymczasem popadłem w duże problemy finansowe. To spowodowało, że w niedługim czasie byliśmy zmuszeni zawiesić swoją służbę w kościele i wyjechać z miasta. Pozbyliśmy się praktycznie wszystkiego. O mało co nie rozpadło się nasze małżeństwo! Dla Moniki zderzenie z rzeczywistością było nagłe i bolesne. Jestem Jej wdzięczny za ogrom miłości i cierpliwości, mimo wielu ciężkich i pełnych łez dni!

Długo zajęło mi dojście do miejsca, w którym zrozumiałem, co spowodowało naszą sytuację. Bóg był przez ten cały czas tak blisko. Choć myślałem, że Jest daleko i już dawno nas przekreślił. Tymczasem On chronił nas, mimo, że tak wiele razy wygarniałem Mu, jaki to On nie jest. To właśnie On w momencie, gdy po raz kolejny powtarzałem ten sam błąd, zaczął obnażać we mnie wszystkie słabe punkty. W bardzo namacalny sposób pokazywał mi jakim jestem hipokrytą i pysznym człowiekiem. Pokazywał, jak łatwo było mi tolerować tzw. „małe kłamstewka”. Obnażył brak fundamentalnych wzorców w dziedzinie finansów. Robił to w niesamowitej miłości i wrażliwości.

Doszedłem do miejsca krzyża, gdzie Bóg totalnie mnie złamał. Zabrał wszystko co stare. Dał na nowo nadzieję, możliwości i mądrość. A przede wszystkim uwolnił od kłamstwa, pychy i hipokryzji. Uwolnił od kombinowania i pisania swoich scenariuszy.

Dziś, po kilku latach jesteśmy w nowym miejscu. Dzięki niesamowitemu Bogu jesteśmy szczęśliwym małżeństwem i rodzicami. Budujemy na nowo nasze życie, naszą historię, opartą na zaufaniu do Najwyższego, a nie do swoich możliwości. Opartą, na pojednaniu się z tymi, którym wyrządziłem jakąkolwiek krzywdę. Opartą na przyjmowaniu od Boga tego, co najlepsze!

„Panie, zbadałeś mnie i znasz. Sam wiesz, kiedy siedzę i kiedy wstaję, rozumiesz moją myśl z daleka.(…) Ogarniasz mnie z tyłu i z przodu, i kładziesz na mnie swoją dłoń. (…) Ty sprawiłeś, że myślę i czuję, utkałeś mnie w łonie mej matki. (…) Na swym zwoju spisałeś me dni, zaplanowałeś je, zanim którykolwiek zaistniał. (…) Badaj mnie, Boże, i poznaj me serce, doświadcz – i poznaj rozterki. Zobacz, czy nie ma we mnie czegoś, co Cię rani, i prowadź drogą wypróbowaną od wieków.” (Ps 139:1-2, 5, 13, 16, 23-24)

Sławek

ON JEST MOJĄ WARTOŚCIĄ

Ponieważ jeśli ktoś znalazł się w Chrystusie, jest nowym stworzeniem. To, co stare, przeminęło – i nastało nowe. (2 Kor 5:17)

kwadrat magdaBezwartościowa, niekochana, nieakceptowana – tak się czułam, zanim poznałam Boga. Moje życie przepełniało poczucie bezsensu i braku nadziei. Pomimo tego, że jestem wierząca już jakiś czas, te myśli wciąż pojawiały się w mojej codzienności. Bolały mnie i chciałam, żeby w końcu ustąpiły. Jednak zaakceptowałam ich obecność, myśląc: „No cóż, Jezu, jaką mnie stworzyłeś – taką mnie masz”.

W pewnym momencie, w największym dole, największej beznadziei, gdy nawet trudno mi było wstać z łóżka, przeczytałam w Biblii: „A gdy naczynie, które robił ręcznie z gliny, nie udało się – wtedy zaczął z niej robić inne naczynie, jak garncarzowi wydawało się, że powinno być zrobione” (Jer 18:4, Biblia Warszawska). Nagle zrozumiałam, że od chwili, gdy oddałam moje życie Bogu, uwierzyłam w znaczenie śmierci Jezusa na krzyżu. On – jak ten garncarz – chce zbudować moje życie na nowo, jeśli Mu tylko pozwolę. To, jak o sobie myślałam, jak siebie oceniałam, przestało mnie określać i definiować dokładnie w momencie podjęcia decyzji pójścia za Jezusem. Od tamtej chwili to On mnie określa.

Moją definicją jest dzisiaj Jezus! W Jego oczach jestem idealnym stworzeniem, co nie oznacza, że bez wad i problemów. Mogę jednak powiedzieć, że dziś jestem nowa, w pełni wartościowa, kochana i akceptowana. Jest tak, ponieważ On zapłacił za mnie pełną cenę. Nie targował się, ale oddał swoje życie.

Magda

ON DAJE WOLNOŚĆ

Dotychczas nie spotkała was próba przekraczająca siły ludzkie. Bóg jest wierny. On nie dopuści, aby was doświadczano ponad wasze siły. W czasie próby wskaże wam wyjście, abyście mogli ją znieść. (1Kor 10:13)www kwadrat radek

Przyszło mi żyć w czasach, w których praktycznie nie istnieje żadne tabu. Seks „bez zobowiązań”, pornografia, przemoc, zabójstwa, narkotyki, alkohol są czymś na porządku dziennym. Internet – medium, które bezpośrednio wpłynęło na zanik tabu – aż kipi od przekazów promujących nagość, używki czy brutalność.

Mogę śmiało powiedzieć, że stałem się tego ofiarą, poddając się praktycznie bez walki. Co dzień przyjmowałem kolejne ciosy, które zadawała mi pornografia. Często były to bolesne nokauty, o czym przekonywałem się tuż po wyłączeniu komputera. Przychodziło wtedy zwątpienie, nienawiść do samego siebie, uczucie nieczystości i gniew na to, że po raz kolejny dałem się wciągnąć w coś, co sprowadza mnie coraz niżej.

Chciałbym napisać, że wszystko się zmieniło po tym, jak przeżyłem swoje nawrócenie, w wyniku, którego się ochrzciłem wybierając podążanie za Chrystusem. Niestety nie od razu. Z rozwojem technologii dostęp do treści pornograficznych stawał się coraz łatwiejszy. Smartfony sprawiły, że upajanie się grzechem stało się przenośne i dostępne w zasadzie w każdej chwili. Zdarzało się często, że idąc do kościoła czy na spotkanie ze znajomymi musiałem kasować historię wyszukiwania, aby mój grzech nie został zdemaskowany.

Taki stan rzeczy utrzymywał się bardzo długo. A im dłużej to trwało, tym ja byłem niżej. Moja relacja z Bogiem przestała praktycznie istnieć, a relacje z ludźmi z kościoła sprowadzały się do ciągłego udawania, że duchowo u mnie jest dobrze. Wielokrotnie siadałem i modliłem się, prosząc Boga o to żeby zabrał „to” ode mnie. Tych modlitw było zatrzęsienie. Ale co z tego? Usta prosiły, a serce nie było otwarte i gotowe na zmiany. Z czasem wołanie do Boga o pomoc zamilkło, podobnie jak czytanie Jego Słowa. Nie robiłem tego, a pytany o to nie ukrywałem już, że faktycznie z tymi dwiema rzeczami „mam trochę w plecy”. Ten stan utrzymywał sie naprawdę długo.

Gdy pławiłem się w swoim grzechu, sam Bóg upomniał się o mnie we śnie. Śniłem, że czytam Biblię, a dokładniej modlitwę Pańską. Było to dziwne. Przeważnie nie pamiętam swoich snów, a ten wrył mi się z detalami. Miałem przeświadczenie, że Bóg chce mi coś w ten sposób przekazać, dlatego też postanowiłem, że pod koniec następnego dnia usiądę, pomodlę się i poczytam Słowo.

Usiadłem wieczorem bez przekonania, że cokolwiek się wydarzy z tego, co sobie założyłem. Przez jakąś chwilę milczałem, siedząc z zamkniętymi oczami. W końcu zacząłem wypowiadać słowa, układając je w modlitwę. Prosiłem Boga, aby pokazał mi, co mam robić ze swoim życiem. Prosiłem, by zabrał ode mnie to, co mi tak ciąży. Prosiłem, by pokazał mi, co mam czytać, bo po tak długim poście od Biblii nie wiedziałem od czego zacząć.

Czułem, że to, co mam czytać, znajduje się w Księdze Izajasza oraz w Psalmach. Nie bardzo dałem wiarę swoim odczuciom, ale gdy otworzyłem Biblię na chybił-trafił, przed moimi oczami znalazł się fragment właśnie z Księgi Izajasza: „Jeżeli zechcecie być posłuszni, z dóbr ziemi będziecie spożywać, lecz jeżeli będziecie się wzbraniać i trwać w uporze, miecz was pożre, bo usta Pana tak powiedziały!” (Iz 1:19-20, Biblia Warszawska). Ten jeden werset dał mi nieźle popalić i o mało bym zapomniał otworzyć Psalmy, a tu słowo okazało się odpowiedzią na moją kolejna modlitwę: „Chwyć tarczę oraz puklerz – i powstań mi na pomoc! Dobądź włóczni i zagrodź drogę mym prześladowcom, powiedz mojej duszy: Ja jestem twoim Zbawcą!” (Ps 35:2-3).

Dla ciebie mogą to być puste słowa. Jednak dla mnie to najprawdziwszy głos Boga, który doszedł do mnie w odpowiednim czasie. Te słowa wciąż noszę z tyłu głowy. Co to dla mnie znaczy? Tyle, że kiedy przychodzi kolejne pokuszenie, To słowo wychodzi na wierzch i przykrywa to, co po raz kolejny chce mnie sprowadzić w dół. Dzięki temu mogę doświadczyć kolejnego zwycięstwa na drodze do wieczności. A to daje mi pewność, że jest ze mną Ktoś, kto daje mi wyjście nawet z najtrudniejszych sytuacji. W miejscu, w którym się dziś znajduję, mogę śmiało powiedzieć: „Nie boję się, bo On daje mi wolność!”

Radek